Erasmus+ na Maderze

Erasmus+ na Maderze

 

Rok akademicki dopiero się rozpoczął, niemniej jednak już dziś warto pomyśleć jak spędzicie najbliższe wakacje. Wyjazd na praktyki studenckie w ramach Programu Erasmus+ to sposób na połączenie przyjemnego z pożytecznym. A zatem przeczytajcie relację Waszej koleżanki z Wydziału Nauk o Zdrowiu  - Adriany Urban i nie zwlekajcie z podjęciem decyzji o wyjeździe.

„W dzisiejszych czasach, w dobie pandemii koronawirusa niełatwo zdecydować się na podróż do innego kraju. Jednak Erasmus + Praktyki to nie tylko niepowtarzalna szansa na rozwój osobisty, ale również możliwość poznania wielu cudownych ludzi. Mimo przeciwności, podjęłam ryzyko i zdecydowałam się na odbycie praktyk w Szpitalu Dr. Nélio Mendonça w Funchal, Portugalii. Moje obawy potęgował fakt, iż jechałam sama. Nie znałam nikogo, kto będzie razem ze mną podczas praktyk. Jednak tuż po przyjeździe okazało się, że będę mieszkała wraz z 7 rówieśnikami, z różnych krajów. Ich pogodne nastawienie oraz chęć niesienia pomocy okazała się zbawienna. W szczególności podczas zakupów, kiedy przez brak znajomości portugalskiego kupiłam ocet balsamiczny zamiast oleju czy kolendrę zamiast pietruszki. Dzięki nim poznałam tajniki kuchni między innymi z Hiszpanii, Brazylii, Ekwadoru, Niemiec czy Argentyny. Muszę przyznać, że polska mizeria nie przypadła Im  do gustu mimo, że pierogami bardzo się zajadali.

Pierwszego dnia praktyk zaskoczyła mnie organizacja i porządek panujący w szpitalu. Budynek nie jest nowy, ale ogromny. Nie było dnia, żebym nie zgubiła się na jednym z korytarzy. Powitano mnie bardzo serdecznie. Otrzymałam identyfikator, służbowe obuwie oraz ubranie szpitalne. W szpitalu w Funchal, każda profesja nosi inny kolor ubrań. Lekarze - żółty, asystenci i technicy- bordowy, salowi- niebieski, pielęgniarki i położne, w tym ja- zielony. Dzięki temu pacjent od razu wie, z kim rozmawia i do kogo powinien się zwrócić o pomoc. Opiekun moich praktyk wypytywał mnie dokładnie o plan studiów. Podkreślał, iż chciałby, żebym zobaczyła jak najwięcej i mogła nauczyć się czegoś nowego. Dlatego co dwa tygodnie zmieniałam oddział, na którym odbywałam praktyki. Przez dwa pierwsze tygodnie byłam na Oddziale Ginekologii. Przyznam szczerze, że pielęgniarki miały ręce pełne roboty, ale zawsze pamiętały, żeby wytłumaczyć jakiś skomplikowany zabieg czy zawołać, kiedy działo się coś ważnego. Pragnęłam jak najbardziej pomóc personelowi, dlatego starałam się zajmować pacjentami. Karmiłam, asystowałam przy kąpieli czy po prostu dotrzymywałam towarzystwa. W ten sposób poznałam Lucy, 85-letnią Polkę, która jeszcze jako dziecko wyemigrowała z Polski wraz z rodzicami na Maderę. Nie znała zbyt dobrze naszego języka, ale wielką radość sprawiało jej słuchanie polskiego. Następnie skierowano mnie na Oddział Patologii Ciąży, gdzie kobiety przygotowywały się do porodu. Pacjentki z wielką chęcią opowiadały mi o zwyczajach związanych z ciążą i porodem w ich kraju. Dowiedziałam się, że noworodek, bez względu na płeć, po porodzie musi być ubrany na żółto. To przynosi szczęście i zdrowie dziecku. Szczególnie zaimponowało mi, że portugalskie kobiety same szyją, wyszywają bądź robią na drutach kocyki i ubranka dla dzieci. Najbardziej wyczekiwanym przeze mnie miejscem była Sala Porodowa. Byłam ogromnie ciekawa jak wyglądają porody na Maderze. Moim mentorem była bardzo doświadczona Pani Położna, którą, wszyscy nazywali „Mamą". Kiedy tylko wchodziła na salę, można było poczuć jak znika napięcie i strach. Wzbudzała nieograniczone zaufanie. Powiedziała mi, że prawdziwa położna odbiera poród z rękoma założonymi za plecami i tak też robiła. Mam nadzieję, że kiedyś będę miała takie umiejętności. Na Oddziale Noworodkowym pielęgniarki były istnymi aniołami. To tam szczególną wagę przywiązywano do  mówienia do dziecka. Jedna z pań twierdziła, że nie jest ważne czy dziecko rozumie, co się do niego mówi, ważne, że czuje, że liczysz się z nim i jesteś obecna.  Pierwsze moje portugalskie słowa były skierowane  do małego chłopczyka imieniem Fernando, o wielkich, ciemnych oczach i brązowych kędziorach na głowie.

Na wyspie ludzie żyją inaczej. Nie spieszą się. Potrafią rozmawiać na ulicy ze sobą godzinami. Kiedy mówiłam, że jestem z Polski wypytywali mnie o nasz kraj, o historię, zwyczaje. Pielęgniarki zasypywały mnie potrawami. Codziennie przynosiły coś innego do jedzenia, ponieważ tłumaczyły, że nie wyobrażają sobie, że wyjadę nie próbując tego czy owego. Jestem zachwycona i szczęśliwa, że byłam na Maderze. Dzięki Erasmus + Praktyki poznałam wielu ludzi, z którymi mam kontakt po dziś dzień. Mam nadzieję, że mimo dystansu jeszcze się kiedyś zobaczymy. Może tym razem w Polsce.”

Adriana Urban – studentka 2 roku kierunku położnictwo na Wydziale Nauk o Zdrowiu CM UMK

1 foto. Erasmus+ na Maderze 2 foto. Erasmus+ na Maderze 3 foto. Erasmus+ na Maderze  
4 foto. Erasmus+ na Maderze
5 foto. Erasmus+ na Maderze
6 foto. Erasmus+ na Maderze
Autor zdjęć: Adriana Urban