Biotechnolog „myśli kreatywnie”

Biotechnolog „myśli kreatywnie”

– rozmowa z prof. dr hab. n. med. Tomaszem Drewą, FEBU, kierownikiem Katedry Medycyny Regeneracyjnej Wydziału Lekarskiego Collegium Medicum UMK oraz Kierownikiem Oddziału Urologii Ogólnej i Onkologicznej Szpitala im. M. Kopernika w Toruniu.

Agnieszka Milik-Skrzypczak: Jak co roku jest rekrutacyjne oblężenie na kierunek lekarski, a tymczasem mamy równie ciekawą biotechnologię. Czy warto podjąć studia na tym kierunku?

prof. dr hab. n. med. Tomasz Drewa zdjęcieTomasz Drewa: Owszem potwierdzam kierunek lekarski cieszy się dużym zainteresowaniem, ale nie ukrywajmy przede wszystkim dlatego, że wiąże się on z przyszłymi możliwościami zawodowymi. Doskonale wiemy, że po kierunku lekarskim jest praca i generalnie nie ma problemu z jej podjęciem, co więcej z reguły jest ona pracą dobrze płatną. W związku z tym, chcąc zachęcić do studiowania biotechnologii należy pomyśleć, co Absolwent biotechnologii będzie robić i zapewnić mu tę pracę, budując rynek. W tym miejscu rodzi się kolejne pytanie, czy uczelnia może pomóc młodym ludziom zbudować rynek pracy? Z mojej perspektywy potwierdzę, że uczelnia w pewnym stopniu może wesprzeć adepta nowych technologii medycznych i biologicznych w działaniu. Jestem praktykującym chirurgiem, a jednocześnie jestem bardzo aktywnie działającym naukowcem w dziedzinie inżynierii tkankowej i regeneracji tkanek, dlatego doskonale zdaję sobie sprawę z wyzwań, które czekają biotechnologów. Widzę te wyzwania i czekam na większy udział prac biotechnologów w medycynie. Miejscem, gdzie rodzą się takie inicjatywy jest uczelnia. Uważam, że to jest bardzo szczęśliwe połączenie w ramach wydziału lekarskiego CM UMK, kierunków biotechnologii i lekarskiego. Powiem więcej, widzę biotechnologów o krok przed lekarzami w kreowaniu nowoczesnej bio-medycyny.

A.M-S.: Ciekawa teza.

T.D.: Uczelnia może zbudować rynek pracy dla biotechnologa poprzez intensywny rozwój naukowy. Zintensyfikowany rozwój badawczy daje zatrudnienie wspomnianym już absolwentom właśnie na uczelni, co więcej nie tylko na naszej. Jeśli nasz campus będzie się intensywnie rozwijał pozyskując dużo grantów, tym samym zostaną stworzone kolejne stanowiska pracy, na których odnajdzie się biotechnolog. Możemy chociażby wspomnieć o ostatnim pozyskanym grancie na projekt „Nowoczesne protezy odprowadzające mocz dla pacjentów z rakiem pęcherza moczowego poddanych bezkontaktowym minimalnie inwazyjnym operacjom onkologicznym wycięcia pęcherza moczowego", gdzie w przeważającej części biotechnologowie wzięli udział jego  przygotowaniu. Mówimy tutaj o naszych studentach, którzy również wezmą udział w wykonaniu tego projektu. Dr Marta Pokrywczyńska, która jest jednym z liderów i pomysłodawców projektu jest absolwentką naszej biotechnologii, a studentki Marta Rasmus i Karolina Warda aktualnie studiują na naszej biotechnologii. Pokonaliśmy w klasyfikacji tego największego konkursu naukowego w Polsce topowe polskie i często zagraniczne uniwersytety. Studenci biotechnologii  będą opłacani z tego projektu, czyli podejmą swoją pierwszą pracę w zawodzie biotechnologa, dodam bardzo atrakcyjną i prestiżową. Przez najbliższe trzy lata mają oni gwarancję zatrudnienia, a co więcej mają możliwość wykonania pracy naukowej, a nawet zrobienia doktoratu w ramach podjętego przedsięwzięcia. Sądzę, że to naprawdę dobry początek i jeśli studenci biotechnologii będą wiedzieć o takich możliwościach zatrudnienia, tym chętniej wybiorą ten kierunek. Reasumując, to uczelnia jest odpowiedzialna za karierę biotechnologów w regionach rozwijających się. Takim miejscem jest Polska.

A.M-S.: Czy dla biotechnologa praca naukowa to jedyna perspektywa?

T.D.: Biotechnolog to przede wszystkim naukowiec i innowator. Studia poniekąd wpisują go w tę rolę. Co do zatrudnienia obserwujemy na rynku powolny rozwój firm z sektora biotechnologicznego, ale on jest dopiero pochodną zaplecza naukowego w danym kraju. Jeśli to zaplecze jest dobrze rozwinięte, to konsekwencją tego będzie rozwój firm sektora nowych technologii. Uczelnia jednak zawsze stanowi początek przyszłego rozwoju biotechnologa. Oczywiście są na rynku firmy zewnętrzne min. z branży farmaceutycznej, stanowiące alternatywę zatrudnienia dla biotechnologów. Niemniej najlepiej biznes biotechnologiczny rozwija się wówczas kiedy sami zakładamy firmy i są one pochodną działalności naukowej, będącej bazą do prowadzenia własnej aktywności. Czyli potencjalna ścieżka dla biotechnologa jest taka, że zaczyna on swój rozwój na uczelni, kończąc na założeniu własnej firmy. Nie na daremno mamy na uczelni inkubatory przedsiębiorczości, są one min. po to, by pracę naukową i aplikacyjną biotechnologa przełożyć na rynek zatrudnienia. Uczelnia musi stworzyć szansę dla rozwoju tego sektora. Należy zainwestować środki, siły i dobrą wolę w rozwój biotechnologii. To jest przyszłość innowacyjnych i przynoszących duży dochód działalności, podobnie jest w informatyce czy innych aplikacyjnych dziedzinach fizyki lub chemii. Ludzie są bardzo chętni do pracy, ale trzeba im stworzyć warunki. Zainteresowanie studentów biotechnologii naszego bydgoskiego campusu jest bardzo duże, a środki na zapewnienie realizacji marzeń naukowych studentów oczywiście są za małe. Proszę sobie wyobrazić, że w mojej katedrze działają dwa studenckie koła naukowe, a mimo to jest kolejka studentów, którzy chcieliby uczestniczyć w naszych pracach. Zdaję sobie niestety sprawę, że możemy pominąć w czasie rekrutacji kogoś bardzo zdolnego i wrażliwego naukowo, ale niestety nie mamy tyle środków finansowych. Planuję w tym roku otworzyć w katedrze  trzecie koło naukowe dla studentów. Może się uda.

A.M-S.: Czy pokusiłby się Pan o definicję dobrego biotechnologa. Pokutuje bowiem stwierdzenie, że ci którym zabrakło punktu na kierunek lekarski poszli na biotechnologię.

T.D.: Owszem taki stereotyp funkcjonuje. Niemniej chciałabym podkreślić, że jest to tylko stereotyp. Nie traktowałbym tych młodych ludzi, jako tych, którym zabrakło punktu, przeciwnie dostrzegam w nich potencjał do zrealizowania się w dziedzinie naukowej. Są to niejednokrotnie twórczy, zdolni ludzie. Dowodzą tego sami, chociażby pisząc z nami ostatni grant. Co więcej są oni niejednokrotnie świetnymi studentami. Wykonali masę mrówczej i ciężkiej pracy w tym grancie, co zasługuje na szczególne zaakcentowanie. Przy takim podejściu do studentów biotechnologii odkrywamy ich badawczy potencjał i mogą oni zostać naprawdę dobrymi naukowcami. Co więcej, czasem myślę sobie, że dobrze, iż na swojej drodze życiowej spotkałem takich ludzi jak dr Pokrywczyńska, mgr Uzarska czy dr Kloskowski. Dzięki temu wierzę, że prawdziwa nauka ma sens. Wiem, że nasi absolwenci biotechnologii, kiedyś zdobędą najwyższe szczyty nauki, te których teraz nie widzimy. W tym przekonaniu żyję i pracuję i to jest sens mojej pracy w dziedzinie medycyny. Jeśli chodzi o definicję biotechnologa, to w moim pojęciu jest to człowiek poszukujący prawdy, czyli naukowiec. Czy biotechnolog musi mieć "zacięcie" aplikacyjne i wdrożeniowe do przemysłu? Chyba nie, ale przecież największą radość w życiu sprawia tworzenie nowych wartości. Biotechnolog to naukowiec, innowator i twórca, tak to widzę. To są bardzo wysokie wymagania. 

A.M-S.: Jako podsumowanie naszej rozmowy, jak zachęciłby Pan przyszłego biotechnologa do podjęcia tego szczególnego wyzwania.

Wyjściowe założenie jest takie - biotechnolog to osoba pracująca naukowo, która swoją przyszłość wiąże z pracą badawczą. W związku z tym w naszej Katedrze Medycyny Regeneracyjne  CM UMK stawimy na kreatywność i pozwalamy biotechnologom kreować ich przyszłość. Angażujemy ich do pracy po to, by sami zbudowali swoją perspektywę badawczą. Tylko w ten sposób można zachęcić potencjalnego naukowca do rozwoju. Praca naukowa nie polega przecież na tym, by powtarzać kroki swojego mistrza, tylko na tym by myśleć „po swojemu” oczywiście korzystając z zaplecza, które oferujemy. Naszym zadaniem jest aby w oparciu o to co proponujemy jako instytucja naukowa stworzyć młodym biotechnologom jak najbardziej nieograniczony rozwój naukowy i swobodę myślenia. Jestem zdania, iż najlepsze pomysły naukowe rodzą się w młodych głowach. Głowach biotechnologów.