Leczymy z Misją - relacja studentów

pacjenci 1
 

Studenci kierunku lekarskiego Collegium Medicum UMK - Monika Sypniewska i Dawid Adamkiewicz wrócili z Kenii, gdzie jako wolontariusze wzięli udział w  projekcie „Leczymy z Misją". Nie była to ich pierwsza tego typu wyprawa. Rok temu z czwórką studentów z Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy dotarli w najwyższe góry świata z pomocą w odbudowie położonego w Himalajach ośrodka zdrowia, zniszczonego przez trzęsienie ziemi, które nawiedziło Nepal w kwietniu 2015 roku. 

W tym roku nasi studenci stanęli w szeregach wolontariuszy „Leczymy z Misją". Projekt od początku był wspierany przez Fundację Harambee Polska i jest inicjatywą studentów z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Studenci 5 tygodni spędzili w Consolata Hospital w Kyeni, u podnóża drugiego co do wysokości szczytu Afryki - Mount Kenya. Po powrocie zrelacjonowali swój pobyt:

Wyobraźmy sobie szpital w którym na 200 łóżek, jest ponad 300 pacjentów. Nikomu nie odmawia się opieki, więc pacjenci leżą parami w łóżkach, a nad ich przypadkami medycznymi pochyla się zaledwie pięcioro lekarzy.

A teraz sprzęt medyczny - ten drobny i całkiem spory. Na naszych oddziałach zawsze panuje porządek w zabiegowym, a wszystkie opatrunki i leki posegregowane i opisane leżą na półeczkach. Co jeśli nie ma gabinetu zabiegowego, a na poszukiwaniu termometru i ciśnieniomierza trzeba spędzić dobre pół godziny, tak żeby zdążyć przeszukać każdy oddział? Podczas resuscytacji na oddziale męskim, po butle z tlenem, trzeba biec do innego budynku szpitala, a na pacjenta w gabinecie RTG czeka przestarzały aparat z 1964 roku.

Jak może funkcjonować oddział internistyczny bez EKG i specjalisty potrafiącego zinterpretować wyniki. Ciężko prawda? Niestety to nie jest imaginacja, a smutna rzeczywistość szpitali misyjnych w Kenii. Do jednego z nich - Consolata Hospital Kyeni trafiła dwójka studentów kierunku lekarskiego Collegium Medicum z Bydgoszczy - Monika Sypniewska i Dawid Adamkiewicz,

Przez blisko 6 tygodni udało im się przeszkolić prawie cały personel medyczny z najczęstszych technik medycyny ratunkowej. Przez półtora miesiąca pielęgniarki i pielęgniarze, studenci szkoły pielęgniarskiej, klinicyści i lekarze dzielnie ćwiczyli resuscytacje krążeniowo-oddechową na fantomach które studenci zabrali ze sobą w bagażu podręcznym. Co ciekawe, jeden z fantomów, nazywany typowo polskim imieniem "Janusz, rok wcześniej był z nimi w Nepalu, gdzie studenci szkolili dzieci z dwóch szkół. Poza tym pięcioosobowej drużynie "How KenYa help You?" udało się wyłonić "Emergency  Team" - zupełną nowość w szpitalu w Kyeni, który gotowa będzie reagować w sytuacjach zagrożenia życia. Nie można było zatem pominąć szkolenia z udrożniania dróg oddechowych, obsługi defibrylatora i resuscytacji płynowej. Studenci wykorzystali również przywieziony ze sobą sprzęt medyczny, by otworzyć małe ambulatorium, czyli pierwsze w historii szpitala miejsce, gdzie można spokojnie monitorować parametry życiowe pacjenta, a w razie zatrzymania akcji serca natychmiast przystąpić do zaawansowanych technik resuscytacyjnych. 

Nie sztuką jest coś przywieźć do Afryki. Sztuką jest pokazać i nauczyć obsługi. Tak też było z przenośnym respiratorem który studenci przywieźli z Poznania. Trudno opisać radość kenijskiego anestetysty z sali operacyjnej, który choć znał wszystkie tryby wentylacji, a wartości poszczególnych parametrów sypał jak z rękawa, nie mógł ich wykorzystywać bo nie miał sprzętu. Teraz  po szkoleniu z obsługi respiratora może spokojnie wykorzystać swoją wiedzę w praktyce.

Monika i Dawid to zaledwie dwoje spośród ponad 40 studentów którzy te wakacje spędzili (lub nadal spędzają) na prowadzeniu szkoleń w Kenijskich szpitalach. Po ich wyjeździe z Kyeni, lekarze zostali przeszkoleni nie tylko z medycyny ratunkowej, ale również nauczyli się  samodzielnie wykonywać EKG i  interpretować elektrokardiogramy. To zasługa studentów z Poznańskiego Uniwersytetu Medycznego z sekcji "Heart of Kenya". Z kolei świeżo upieczone lekarki z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego spędziły setki godzin przy głowicach ultrasonografu, by lekarze oprócz badania jamy brzusznej, potrafili ocenić wielkość i ułożenie płodu, a w sytuacjach nagłych zastosować FAST USG i skierować pacjenta na salę operacyjną.

Misja i przygoda życia w jednym. Bo praca w szpitalu to przecież nie tylko schematy, budynek i sprzęt medyczny, ale przede wszystkim otwarci i życzliwi pacjenci oczekujący pomocy. A Kenia mimo że czasami nieprzewidywalna, niebezpieczna i zupełnie inna niż ta z "Króla Lwa", potrafi dostarczyć mnóstwa wrażeń.

Czy misja się powiodła? Pewnego ranka pielęgniarki powiedziały, że  udało im się uratować dwa noworodki, bo na szkoleniu Wazungu (biali ludzie) pokazali im jak prawidłowo resuscytować noworodki. Sami Państwo oceńcie.

Życie ludzkie jest najwyższą wartością. Nawet jeśli mentalność mieszkańców Czarnego Lądu diametralnie różni się od naszej, to jednak łączy nas ta idea.

Monika i Dawid bezpiecznie wrócili do kraju i po cichu wierzą, że "Leczymy z Misją" choć trochę pomnoży liczbę takich happy-endów.

Obejrzyj galerię zdjęć >>